Słony smak lawendy
Szklane oczy lalek patrzą na ciebie odbiciem płomyków świec. Kupiłeś ich już całe dziesiątki zakochany w jej wdzięczności, ale ona i tak bawi się tylko jedną. Inne stawia na półkach, by móc je podziwiać, czasami tylko wygładzając fałdki na ich sukienkach lub poprawiając kokardki we włosach. Jednak tą, którą dostała jako pierwszą ma niemal stale przy sobie. Pierwsza zabawka z prawdziwego zdarzenia jaką kiedykolwiek miała. Od ciebie. Wspomnienie jej twarzy w tamtej chwili ogrzewa cię nawet teraz. To wtedy pokochałeś uszczęśliwianie jej.
Bawi się tą lalką nawet teraz, zapina guziczki jej sukienki i przemawia do niej poważnym głosikiem. Ty patrzysz, a twój wzrok, chociaż taki uważny gubi się gdzieś między jej drobnymi palcami. Ona sama jest jak lalka, podświadomie przyrównujesz jej rączki do porcelany, takie jasne i nieskończenie delikatne, jakby w każdej chwili mogły się rozkruszyć. Chciałbyś rozebrać ją z koronek i ubrać w słowa, które chociaż częściowo oddały by twoje uczucia. Chociaż częściowo, bo wiesz, że nigdy nawet nie zbliżysz się do ich sedna, a o nazwaniu ich nie śmiesz nawet marzyć. Nie przeszkadza ci to, bo przecież nie o to chodzi. Chodzi o rytm serca, nie różniący się wcale od pulsującego, tęsknego bólu kiedy obserwujesz jak zachwycona zjada ledwie dojrzałe czereśnie lub czujesz zapach lawendowego mydła na jej skórze. Ona jest beztroską iskierką światła wydobywającą z cienia twój uśmiech i nawet nienawistny wzrok świata nie zmusi cię byś żałował. Nie chce spać w swoim łóżku, co noc wślizguje się w twoje czekające na to objęcia, chociaż próbujesz ją tego oduczyć. Nic, z tego, wam obojgu do odpowiada, bo oboje zamknięci w ciemności pragniecie jakiego punku zaczepianie, jakbym wokół nie było niczego. Ona ma swoją lalkę, ty masz ją. Tak jest dobrze, chociaż każdy, nawet ty sam, powie, że to złe. Ale ona sprawia, że zło przestaje się liczyć.
Czasami bez wyraźnej przyczyny wdrapuje się na twoje kolana, zarzuca ci na szyję te swoje porcelanowe rączki i z przepełnioną szczęściem powagą oznajmia, że cię kocha. Za każdym razem chciałbyś odpowiedzieć i za każdym razem słowa nie mogę przecisnąć się przez gardło, zaciśnięte zapachem lawendy. Zamiast czułych słów na języku masz tylko sól. Żeby przegonić z jej oczu cień rozczarowania tulisz ją do siebie i chłoniesz jej łagodne, kruche ciepło, egoistycznie i zachłannie, pragnąc by przeniknęło wewnątrz ciebie, uderzyło w tętnice, opłynęło kości, a jednocześnie broniąc się przed tym.
Myślisz, że za kilka chwil też może to zrobić, kiedy już zwierzy się lalce - lalce od ciebie - ze wszystkich swoich wielkich, banalnych sekrecików. Obserwujesz wyczekująco, nie ruszasz się z miejsca, chociaż pragniesz podejść. Rozpaczliwie pragniesz, boleśnie świadom faktu, jak ciemne loki przy jej uchu poruszyły by się muśnięte twoim oddechem. Twoje wyobrażenia bliskie są planowaniu, chociaż niczego nie zmienią. To ona przyjdzie owinąć cię uczuciem i zapachem lawendy. I nawet upływające lata pociągające ja w stronę dorosłości nie będę wstanie tego zmienić. I nawet kiedy porcelana pokryje się kurzem ten zapach będzie zaciskał twoje gardło, nie pozwalając powiedzieć.














Comments
--
Oh no harbor won't you buy valley show
Take me want to talking revolution
No havea won cheese have lay show
(No have a want cha have late show)
Diviphon de have worry star
Shooby dooby doo shooby dooby doo durul
Shooby dooby doo shooby dooby doo durul
Tu widze, że problem pod względem interpretacji jest. Tekst troche wyjety z kontektu, brak unktu zaczepienia i o co właściwie chodzi, jednak ma w sobie coś ujmującego i intrygującego zarazem. Klimatyczny.
Mimo wszystko wolę pozostać przy niedomówieniu i czekać na różne interpretacje czytelników ;]
Dziękuję ślicznie za opinię ^^
--
" Chciałbym iść do raju ze względu na klimat, ale piekło musi być o wiele bardziej przyjemne ze wzgledu na towarzystwo."
Moi ulubieni pisarze rodzą się za nastę
Geniusz pisarza mierzony jest w odczuciach czytelnika. Dla mnie przynajmniej. Dajmy na to, że opisujemy scenę "rożno na wolnym powietrzu, małe miasteczko". Jeśli kunszt pisarski autora jest przeciętny, nie znajdziemy żadnych błędów stylistycznych, dowiemy się, jak ubrana była córka kogoś, kogo bohater szukał, dowiemy się kto wyróżniał się z małego tłumku, jak pachniało powietrze, kto jak wyglądał i gdzie się znajdował. Dowiemy się też jak smakowały żeberka, kiełbaski, czy co to innego się piekło.
Jeśli jednak pisarz jest bardzo dobry, poczujesz jak smakują żeberka, dreszcz przejdzie ci po plecach od nieprzychylnych spojrzeń mieszkańców i będziesz rozkoszować się okazyjnym, chłodnym powiewem.
Poczułam lawendę i poczułam sól, poczułam szorstki kurz w gardle.
A sama historia... Jak porcelana, wanilia, lawenda i białe koronki. Subtelna...
Mówiła Kuku, jedząc kanapkę komicznie grubo posmarowaną serkiem xD
Kocham Cię =*
Dla takich komentarzy warto pisać. *_*
--
" Chciałbym iść do raju ze względu na klimat, ale piekło musi być o wiele bardziej przyjemne ze wzgledu na towarzystwo."
Nie będę pisać tu nic konstruktywnego, bo całą moją opinię już Tobie przedstawiłam.
--
--
Ludzie pamiętają rzeczy, które nigdy się nie wydarzyły.
Jak już wcześniej wspomniałem utwór wydał mi się troszkę przygnębiający i tajemniczy (to pewnie tylko moje odczucie), to sprawiło że mógłbym się nad nim dalej zastanawiać i próbować zinterpretować na różne sposoby.
Co prawda nie znam się na sztuce pisarskiej więc choćbym chciał to nie jestem w stanie napisać niczego konkretnego, ale mimo wszystko wyraziłem moje odczucia co do Twojej pracy.
Uważam że wykonałaś naprawdę znakomitą robotę
--
"Live every day as if it were your last and then some day you'll be right."
Previous PageNext Page